Folio · O mnie
O mnie.
Gdzieś na południe od jeziora Van, w kurdyjskich górach, rozłożyliśmy namioty na dachach koło dziewiątej wieczorem. Pustkowie, ani jednej chaty, nikogo — dokładnie o to nam chodziło. Zaczynamy szykować kolację i wtedy zajeżdża samochód: dwóch lokalesów i gromada dzieciaków. Zapraszają do wioski, bo po co mamy spać na odludziu, skoro u nich jest jedzenie i dach. Próbujemy odmawiać — naprawdę chcemy już tylko spać — ale oni wyciągają coraz cięższe argumenty, aż po ten, że na naszą cześć zabiją barana.
Gospodarz faktycznie zarżnął coś ze stada (nie znam się — jagnię? owca?), kobiety stanęły przy garnkach, a do jedzenia usiedliśmy o północy. Pycha. Turkowi, który zaprosił, nie da się zapłacić za nocleg — ich gościnność jest dla nas z Europy wręcz nienaturalna.
fot. Łukasz Kamiński
Jestem Zdzisław, „ksywka” Abo. Jeżdżę z żoną, z przyjaciółmi, czasem sam, najczęściej własną terenówką z namiotem na dachu. Self-drive, bo lubię być wolny: nikt mnie nie goni, a jak miejsce jest dobre, zostaję ile chcę. Wycieczka zorganizowana leci biegiem przez te same punkty i mija to ciekawsze tuż obok — a w grupie każdy ciągnie w swoją stronę. Wolę sam rozplanować trasę, mniej siedzieć w aucie, więcej połazić. Góry wychodzą najczęściej — dla widoku, ale też z prostej logiki: im gorszy dojazd, tym mniej ludzi na miejscu.
Fotografuję od dziecka — ojciec robił zdjęcia, to i ja zacząłem, najpierw w domowej ciemni, dziś cyfrowo. Łapię to, co mam akurat przed sobą: zwierzęta, skały, puste drogi, niebo bez miejskiej łuny. Bez jednej kategorii i bez jednej estetyki — od astrofotografii, dla której potrafię wybrać nocleg pod najciemniejsze niebo, przez zdjęcia pod wodą i portrety etnograficzne, po modelki.
Archiwum ma kilkadziesiąt lat i wciąż dorzucam stare wyprawy, więc rośnie też wstecz.
— Zdzisław „Abo”